„Padnij na kolana i przeproś matkę!” – rozkazał jej mąż. Katia uklękła, ale to, co zrobiła, wprawiło teściową w osłupienie.

„Padnij na kolana i przeproś matkę!” – rozkazał jej mąż. Katia uklękła, ale to, co zrobiła, wprawiło teściową w osłupienie.

Niedzielne popołudnie podzieliło się na dwie części w chwili, gdy drzwi wejściowe otworzyły się bez pukania. Ludmiła weszła pierwsza, a za nią jej młodsza siostra Galina. Katia nie zdążyła. Właśnie wstała z kanapy, żeby zanieść do sypialni swoją starą kotkę, Musję, jak zawsze przed wizytą teściowej.

„To stworzenie znowu tu jest” – skrzywiła się Ludmiła, patrząc na kota powoli zmierzającego w stronę miski.

„Dzień dobry” – Katia starała się mówić spokojnie. „Teraz to posprzątam”.

„Wiktor!” Ludmiła odwróciła się do syna, który siedział na krześle. „Wiesz, że mam alergię. Czemu to gówno wciąż tu jest?”

– Mamo, poczekaj chwilę.

Musya, stara, prawie ślepa, ledwo poruszająca łapami, minęła Ludmiłę. Teściowa szarpnęła nogą. Nie mocno, ale na tyle, by kot poleciał z powrotem na ścianę i żałośnie zamiauczał.

„Ludmiło Pietrowna” – głos Katii się zmienił. „Nie sądziłam, że matka mojego męża jest sadystką”.

Słowo zawisło między nimi. Galina zamarła w progu. Wiktor powoli opuścił telefon.

„Co powiedziałaś?” Ludmiła zbladła.

Powiedziałem to bardzo wyraźnie i głośno. Nie udawaj, że nie słyszałeś.

 

Katia podniosła Musję. Kotka drżała. Siedemnaście lat temu była maleńkim rudym zawiniątkiem, które dziesięcioletnia Katia przyniosła z ulicy. Teraz Musja miała słaby wzrok i ledwo chodziła, ale wciąż mruczała, czując ciepło dłoni swojej właścicielki.

„Witia” – Katia spojrzała na męża. „Widziałeś, co się stało?”

„Widziałem” – skinął głową, nie wstając z krzesła.

– I?

– Zabierz kota i wróć. Musimy to rozwiązać.

„Załatw to” – Katya powoli powtórzyła słowo. „Dobrze”.

Zaniosła Musję do sypialni, położyła ją na ulubionym kocyku i pogłaskała między uszami. Kot potarł jej głowę o dłoń. Katia wróciła do salonu.

„Mamo, usiądź” – Wiktor wskazał na sofę. „Ciociu Galio, ty też”.

Galina siedziała cicho na skraju krzesła przy oknie. Ludmiła demonstracyjnie zapadła się w fotel naprzeciwko telewizora, ten sam, pod którym Katia trzymała swoją walizkę z wakacjami.

„Więc” – Wiktor wstał – „Katio, musisz przeprosić”.

„Ja?” Uniosła brwi.

– Obraziłeś moją matkę.

„Twoja matka kopnęła mojego kota. Tacy ludzie nazywani są znęcającymi się nad zwierzętami”.

– To jest zwierzę. A ona jest osobą. Moja mama.

Katia spojrzała na męża. Osiem lat małżeństwa. Osiem lat czyszczenia Musi przed każdą wizytą teściowej. Osiem lat znoszenia komentarzy na temat „kociego zapachu”, którego nie było. Osiem lat milczenia, gdy Ludmiła nazywała jej pupila „tym śmieciem”.

„Victorze” – powiedziała cicho, dając mu ostatnią szansę. „Twoja matka uderzyła bezbronne zwierzę. Stare, chore, prawie ślepe. I chcesz, żebym przeprosiła?”

– Nazwałeś ją sadystką.

– Ponieważ zachowuje się jak sadystka.

– Katerina!

– Wiktor.

Teściowa milczała. Ciocia Galia również milczała, ale jej wzrok błądził między uczestnikami rozmowy.

„Przeproś moją matkę” – Victor zrobił krok w stronę żony. „Teraz”.

– NIE.

– Katya, nie żartuję.

„Ja też nie żartuję, Witia. Twoja matka skrzywdziła kogoś, kogo kocham. Może pierwsza przeprosi?”

Teściowa prychnęła.

— Ja? Przed kotem? Zwariowałaś, dziewczyno?

— Nie ma potrzeby przy kocie. Przy mnie.

– Po co?

— Za kopnięcie członka mojej rodziny.

*

„Członek rodziny?” Ludmiła wybuchnęła śmiechem. „To pchle nieporozumienie jest członkiem twojej rodziny?”

– Tak. Już od siedemnastu lat.

– Synu, słyszysz te bzdury?

Victor odwrócił się do żony. Coś zmieniło się w jego wyrazie twarzy. Wcześniej, kiedy kłócili się w cztery oczy, potrafił się wycofać. Ale teraz matka i ciotka patrzyły na niego.

„Katerina” – jego głos stał się szorstki. „Żądam, żebyś przeprosiła moją matkę”.

– I żądam, żebyście spojrzeli na sytuację obiektywnie.

– Rozumiem. Powinieneś przeprosić.

— Prawdę?

– Za obrazę.

– W takim razie nie.

Wiktor złapał ją za ramię. Nie boleśnie, ale upokarzająco. Katia obróciła się i uderzyła go w policzek. Dźwięk uderzenia przeciął powietrze.

„Podobało ci się?” zapytała.

„Ty…” Victor złapał się za policzek.

„Musę też to bolało. Tylko że ona nie potrafi się bronić”.

Ciocia Galina wyprostowała się na krześle. Znała Katię od dawna – spokojną, opanowaną, zawsze uśmiechniętą. Nigdy wcześniej jej takiej nie widziała.

„Katiu” – zaczęła Galina, ale pokręciła głową.

– Ciociu Galio, to sprawa między mną i moim mężem.