Sobotni poranek zapowiadał Julii spokojny dzień w samotności. Maksym wyszedł przed świtem, a ona właśnie nalała sobie pierwszą filiżankę kawy, gdy telefon teściowej przerwał ciszę.
„Juleczko, Wiera zaraz tu będzie” – głos Tamary Nikołajewny brzmiał tak swobodnie, jak to tylko możliwe. „Zabierz od niej Sławika i Daszę i zostań z nimi do wieczora”.
„Tamara Nikołajewna, zaczekaj” – Julia odstawiła filiżankę. „Nie mogę dzisiaj. Mam umówioną wideokonsultację o dwunastej, potem potrzebuję…”
„Jakiej konsultacji, Julenko?” – przerwał jej głos w telefonie. „Możesz przełożyć termin. Wiera bardzo tego potrzebuje”.
„Ale nikt mnie o to nie pytał” – powiedziała cicho Julia, starając się nie zaogniać sytuacji. „Widzisz, gdybyśmy się wcześniej umówili, mogłabym wszystko zaplanować. Ale w ten sposób jest to niewygodne”.
„Ma kłopoty” – prychnęła teściowa. „Dzwonię, żeby dać ci znać. Vera już wyszła. Koniec, przygotuj się, będzie tu za piętnaście minut”.
„Tamara Nikołajewna” – Julia wzięła głęboki oddech. „Pomagałam Wierze kilka razy, kiedy była chora. Robiłam to dobrowolnie. Ale to nie znaczy, że muszę porzucić pracę na pierwszą prośbę”.
„Co cię kręci?” Głos mojej teściowej stał się ostrzejszy. „Maxim pracuje, ty siedzisz w domu. Jesteś młoda, zdrowa, całe życie opiekowałaś się dziećmi – wychowywałaś braci. Jak ci się podoba opieka nad siostrzeńcami przez jeden dzień?”
— Fakt, że pomagałam wychowywać moich młodszych braci, nie oznacza, że będę wieczną nianią dla dzieci innych ludzi.
„Obcy?” Tamara Nikołajewna zakrztusiła się z oburzenia. „To dzieci twojej bratowej! To twoja rodzina!”
„A ta rodzina ma ojca, dwie babcie i dwóch dziadków” – Julia starała się zachować spokojny ton. „Dlaczego ja?”
„Bo tak musi być” – warknęła teściowa. „Dosyć tego, rozłączam się. Poczekaj na Verę”.
Sygnał dotarł do jej ucha. Julia odłożyła telefon i przez kilka sekund wpatrywała się w ekran. Potem wybrała numer męża.
„Tak, Yul” – głos Maksima brzmiał z oddali, a w tle słychać było hałas. „Co się stało?”
„Twoja siostra przyprowadza mi dzieci” – powiedziała. „Bez mojej zgody. Twoja matka właśnie do mnie zadzwoniła i postawiła mnie przed faktem dokonanym”.
„I co z tego?” Maksym najwyraźniej nie rozumiał problemu. „Po prostu usiądź z nimi, nic wielkiego”.
– Maxim, miałem plany na dziś.
„Yul, jakie masz plany? Ty pomożesz siostrze, a ona pomoże tobie. Tak to już jest w rodzinach”.
„Nie prosiła o pomoc” – głos Julii stał się zimny. „Nie zapytała, czy czuję się komfortowo. Ona po prostu zabiera dzieci, to wszystko”.
„No to idź dalej” – Maksym zaczynał się irytować. „Rozumiesz, że łatwiej się zgadzać niż ze wszystkimi dyskutować?”
„Więc nie będziesz z nią rozmawiać? Nie powiesz jej, że tak się nie robi?”
„Yul, naprawdę jestem teraz zajęty. Sam sobie z tym poradzisz, okej? Nie komplikuj tego bardziej”.
„Dam sobie radę” – powiedziała cicho Julia. „Tylko nie denerwuj się później”.
„Czemu miałbym się denerwować?” Maksym już się rozłączał. „Dobra, pa, pogadamy wieczorem”.
Dziesięć minut później zadzwonił dzwonek do drzwi. Julia otworzyła i zobaczyła Wierę, która już wypychała na korytarz pięcioletniego Sławika i trzyletnią Daszę, niosąc ogromną torbę.
„Vera, zaczekaj” – zaczęła Julia.
„Nie ma czasu na czekanie” – szwagierka rzuciła torbę na podłogę. „Jest przekąska, pieluchy dla Daszy i ubrania na zmianę. Odbiorę ją o siódmej”.
„Nie zgadzam się” – Julia stanęła w drzwiach. „Nikt mnie o to nie pytał”.
„Mama powiedziała, że zostaniesz darmową nianią” – Vera spojrzała na nią z pogardą. „Więc zostaniesz. W czym problem?”
Problem w tym, że mam własne plany. Nie odwołałem ich ze względu na twoje dzieci.