— Przyzwyczaiłam się do tego, że… no cóż, jesteś młoda, skromna… Myślałam, że nie będzie ci trudno…
„To nie jest kwestia trudności” – Julia pokręciła głową. „To kwestia szacunku. Nikt mnie dzisiaj nie pytał. Zostałam wykorzystana. Zostałam zbesztana. I powiedziano mi, że nie mam nic do powiedzenia w tej rodzinie”.
Tamara Nikołajewna spuściła wzrok.
– To… to było złe.
„Cieszę się, że rozumiesz” – powiedział Maksym. „Idź już. Julia i ja musimy porozmawiać”.
Kiedy drzwi się zamknęły, zwrócił się do żony.
– Wszystko zrobiłeś dobrze.
– Ja wiem.
— Powinienem od razu wziąć twoją stronę.
– Tak.
– Nie zrobiłem tego.
– NIE.
Zatrzymał się.
– To się więcej nie powtórzy.
Julia patrzyła na niego przez dłuższą chwilę. Potem skinęła głową.
– Zobaczmy.
Sięgnęła po kubek zimnej kawy i nalała ją do zlewu. Nalała sobie świeżej. Słońce wpadało przez okno i nagle dzień przestał wydawać się taki zły.
Broniła się. Bez krzyku. Bez długich namów. Po prostu zrobiła to, co trzeba było zrobić.
Okazało się to łatwiejsze niż myślała.