Wróciłam wcześniej z pracy i usłyszałam jej śmiech w naszej kuchni.

Wróciłam wcześniej z pracy i usłyszałam jej śmiech w naszej kuchni.

Ola wzruszyła ramionami, wzięła torebkę z blatu. Mąż spojrzał na mnie błagalnie.

– Dzieci wracają za godzinę… – wyszeptał.

– Wiem – odparłam. – Dlatego macie pięć minut, żeby się ubrać i wyjść. Resztę wyjaśnisz im sam.

Nie kłócili się. Ola wyszła pierwsza, stukając obcasami po korytarzu. On zatrzymał się w progu kuchni, spojrzał na mnie ostatni raz.

– Przepraszam – powiedział cicho.

Nie odpowiedziałam. Tylko patrzyłam, jak zamyka za sobą drzwi. Potem usiadłam na podłodze. Deszcz wciąż bębnił o parapet. Na blacie stały te dwie szklanki z winem – nietknięte, czerwone, absurdalnie piękne. Wzięłam jedną do ręki. Pachniało czarną porzeczką i czymś ostrym, obcym.

Nie wypiłam. Po prostu wylałam zawartość do zlewu. Drugą też. Potem odkręciłam wodę i patrzyłam, jak czerwone strużki spływają do kratki.

Dzieci wróciły punktualnie o siedemnastej czterdzieści pięć. Zosia wbiegła pierwsza, z mokrymi włosami i uśmiechem od ucha do ucha.

– Mamo, pada jak z cebra! Tata gdzie?

– Tata… musiał wyjechać – powiedziałam. Głos mi się nie załamał. – Na kilka dni.

Kuba zmarszczył brwi.

– Znowu?

– Tak. Znowu.

Zrobiłam im kanapki. Pomidory i mozzarella leżały na desce – pokrojone równo, starannie. Zjadłyśmy w milczeniu. Tylko radio grało cicho w tle, jakieś stare przeboje.

––––– REKLAMA –––––
––––––––––
W nocy, kiedy dzieci już spały, usiadłam przy stole kuchennym. Włączyłam laptop. Wpisałam w wyszukiwarkę: „jak się rozwodzić z mężem, kiedy ma kochankę”.

Przewijałam strony godzinami. Czytałam o alimentach, o opiece nad dziećmi, o tym, jak powiedzieć rodzicom. W pewnym momencie łzy same zaczęły spływać – nie głośno, nie histerycznie. Po prostu płynęły, kapały na klawiaturę.

Rano obudziłam się z twarzą przyklejoną do stołu. Słońce wpadało przez okno, deszcz przestał padać. Na blacie leżała kartka – ta sama, na której wczoraj pisałam listę zakupów. Obok ktoś dopisał drukowanymi literami:

„Kocham Cię. Przepraszam. Wrócę wieczorem, pogadamy.”

Podpis: Marek.

Rozerwałam kartkę na pół. Potem na ćwiartki. Potem na confetti. Nie wrócił wieczorem. Nie wrócił następnego dnia. Po tygodniu przysłał wiadomość: „Potrzebuję czasu. Dla nas wszystkich.”

Nie odpisałam.