Beatriz mocniej ścisnęła telefon.
„Bo jeśli Alejandro znajdzie tę dziewczynę, wszystko, co zbudowaliśmy, rozpadnie się.”
I w tym momencie Rodrigo zrozumiał.
Jego matka nie bała się oszustwa.
Bała się prawdy, która została pogrzebana żywcem.
CZĘŚĆ 2
Alejandro dotarł do University City przed godziną szóstą wieczorem.
Uroczystość ukończenia szkoły miała się rozpocząć dopiero za siódmą, ale nie mógł czekać ani minuty dłużej. Nie miał ochroniarzy, luksusowego garnituru ani tej chłodnej pewności siebie, która zazwyczaj kazała mu otwierać drzwi.
Po raz pierwszy od lat wyglądał jak przestraszony ojciec.
Rafael szedł obok niego z teczką pod pachą. Potwierdził, że studentka prawa o nazwisku Lucía Rojas kończy studia tego wieczoru. Jej dokumenty były niekompletne. Nie było żadnych danych rodziców . Pojawiła się na uniwersytecie dwa semestry po wypadku Valerii, jakby pojawiła się znikąd.
Alejandro zobaczył ją przed rozpoczęciem ceremonii.
Stała wśród innych absolwentów, poprawiając togę. Jej włosy były teraz krótsze, a w okolicy brwi widniała cienka blizna. Jej twarz wyglądała na starszą, spokojniejszą, bardziej surową.
Ale jej oczy były takie same.
Oczy Walerii.
„To ona” – wyszeptał Alejandro.
Twarz Rafaela pozostała napięta.
„Jeśli tak, to ktoś ją bardzo starannie ukrył.”
Po powrocie do Las Lomas Beatriz poszła do swojej sypialni i wyciągnęła stary telefon z pudełka z podwójnym dnem. Zadzwoniła do dr. Álvara Siqueirosa, administratora szpitala Santa Constanza.
„Alejandro jest na uroczystości ukończenia szkoły” – powiedziała, nie witając się z nim.
Na linii zapadła cisza.
„Beatriz” – powiedział lekarz – „to powinno się skończyć dwa lata temu”.
„Zakończone nie znaczy pogrzebane” – odpowiedziała. „Dowiedz się, kto otworzył akta”.
Rodrigo stał na korytarzu i nasłuchiwał.
Nie rozumiał wszystkiego.
Ale zrozumiał wystarczająco dużo.
Jego matka sprawiała wrażenie kobiety chroniącej przestępstwo. Ciąża& Macierzyństwo
W sali widowiskowej rodziny klaskały, płakały i nagrywały każdą chwilę telefonami. Kiedy padło imię „Lucía Rojas”, młoda kobieta weszła na scenę.
Alejandro wstał, nie zdając sobie z tego sprawy.
Przyjęła symboliczny dyplom i odwróciła się.
Wtedy go zobaczyła.
Ona się nie uśmiechnęła.
Nie wpadła mu w ramiona.
Ona nie nazywała go tatą.
Spojrzała na niego tylko tak, jakby patrzyła na człowieka, który przybył żywy na niewłaściwy pogrzeb.
Potem poszła dalej.
Alejandro poczuł, jak wstyd ściska mu pierś.
„Ona żyje” – wyszeptał. „Ale nie wróciła do mnie”.
Rafael mówił cicho.
„Być może dla niej ty również umarłeś dwa lata temu”.
Po ceremonii Alejandro próbował się do niej zbliżyć.
„Waleria…”
Młoda kobieta zatrzymała się na pół sekundy, ale się nie odwróciła. Starszy profesor położył jej rękę na ramieniu i poprowadził w stronę bocznego wyjścia.
Rafael chwycił Alejandro za ramię.
„Jesteśmy nagrywani”.
Po drugiej stronie pokoju mężczyzna w szarym garniturze uniósł telefon.
Kilka minut później Beatriz otrzymała nagranie wideo.
„Mam je” – powiedział jej mężczyzna.
„Nie dotykaj jej” – powiedziała Beatriz. „Najpierw musimy zrobić z niej oportunistkę”.
Rodrigo, siedzący naprzeciwko niej, podniósł wzrok znad laptopa.
„Kogo planujesz zniszczyć?”
Beatriz wyłączyła telefon.
„Kobieta próbująca siłą dostać się do rodziny , która do niej nie należy”.
Rodrigo obrócił laptopa w jej stronę. Na ekranie widniał stary przelew bankowy z Salcedo Group na rzecz firmy konsultingowej z branży medycznej, bez żadnej umowy.
Data: dwa tygodnie po wypadku.
Autoryzowane przez Beatriz.
„Czy to miało również chronić rodzinę?” – zapytał.
Ona nie odpowiedziała.
Nie musiała.
Tej nocy Rafael przyszedł do hotelu, w którym Alejandro ukrywał się przed dwudziestoma trzema nieodebranymi połączeniami Beatriz. Miał przy sobie wstępne dokumenty.
„Dwie kobiety zostały przyjęte do szpitala Santa Constanza w noc wypadku” – powiedział Rafael. „Jedna była w stanie krytycznym. Druga miała siniaki, obrażenia twarzy i częściową utratę pamięci, ale jej stan był stabilny”.
Alejandro chwycił się krawędzi stołu.
„Która z nich to była Valeria?”
Rafael zawahał się.