„Nie zasługuję na ciebie” – powiedziała, płacząc. „Nie zasługuję na tę szansę”.
Uniosłam jego twarz, żeby na mnie spojrzał. „Zasługujesz na miłość. Zasługujesz na radość. I zasługujesz na to, żeby być ojcem, jeśli tego chcesz”.
Ogarnęła mnie rozpacz. „Przysięgam ci, że wynagrodzę ci to każdego dnia. Będę najlepszym mężem. Najlepszym ojcem. Obiecuję ci”.
Pochyliłam się ku niemu, a on mocno mnie przytulił, jakby bał się, że zniknę. Łączyło nas coś więcej niż przebaczenie: była przyszłość. Krucha. Niepewna. Ale realna.
„Znajdziemy rozwiązanie” – mruknąłem.
Jake odsunął się na tyle, żeby położyć dłoń na moim brzuchu, nieśmiało, z szacunkiem. Po raz pierwszy od lat dostrzegłam coś nowego w jego oczach.
Mieć nadzieję.
I tym razem przekonałem sam siebie, że ja też w to wierzę.