Przez 12 lat moja rodzina wyśmiewała moją „nieudaną” karierę medyczną

Przez 12 lat moja rodzina wyśmiewała moją „nieudaną” karierę medyczną

„Zawał serca? Mam czterdzieści jeden lat. Jestem zdrowy. To absurd. Objawy, które opisujesz, są niczym. Dramatyzujesz.”

„To klasyczny przykład Sarah, która próbuje sprowadzić wszystko do medycyny, próbując udowodnić, że wie coś, czego my nie wiemy”.

„Marcus, proszę.”

„Nie”. Odwrócił się do mamy. „Właśnie o tym mówiłem. Bawi się w lekarza od tak dawna, że ​​naprawdę myśli, że potrafi diagnozować ludzi na kolacji w Święto Dziękczynienia”.

Jennifer dotknęła jego ramienia.

„Kochanie, boli cię ramię.”

„Nic. Sarah po prostu próbuje poczuć się ważna.”

Mój telefon zadzwonił ponownie. Odebrałam.

„Doktorze Williams, gdzie pan jest?” – pytał pilnie dr Patel. „Proszę zaczekać. Panuje tu zamieszanie. Mamy Marcusa Williamsa na ostrym dyżurze, ale jego żona mówi, że jego siostra Sarah jest z nim na obiedzie z okazji Święta Dziękczynienia”.

„Masz innego Marcusa Williamsa.”

„W portfelu pacjenta widnieje informacja, że ​​jego adres pokrywa się z danymi kontaktowymi w nagłych wypadkach, zgodnie z którymi pod tym adresem jego siostrą jest Sarah Williams”.

Zamknąłem oczy.

„Już idę.”

Rozłączyłem się i spojrzałem na Marcusa. Jego twarz lekko poszarzała.

„Marcus, na oddziale ratunkowym w Centrum Medycznym św. Katarzyny jest mężczyzna. Ma twoje imię, adres i najwyraźniej twój dowód osobisty. Dzwonili do mnie, bo jestem na liście jego kontaktów alarmowych”.

Krew odpłynęła mu z twarzy.

„To… to niemożliwe. Mój portfel ma rację…”

Poklepał się po kieszeniach. Jego oczy rozszerzyły się.

„Nie… nie mogę znaleźć…”

„Byłaś gdzieś dziś rano?” – zapytała Jennifer, teraz już zmartwiona.

„Tylko na siłownię. Wcześnie, przed korkami na siłowni. Wróciłem prosto do domu, a potem przyjechaliśmy tutaj.”

Jego oddech stawał się coraz szybszy.

„Jestem pewien, że miałem go przy sobie, kiedy wychodziłem z siłowni. Może zgubiłem go na parkingu.”

„Marcusie” – powiedziałem stanowczo – „proszę, posłuchaj uważnie. Albo ktoś podszywa się pod ciebie na ostrym dyżurze, albo za chwilę będziesz potrzebował natychmiastowej pomocy medycznej. Tak czy inaczej, musimy jechać”.

„To szaleństwo. Czuję się dobrze. Po prostu…”

Nagle sapnął i podniósł rękę do piersi.

„To tylko niestrawność.”

Ale teraz jego twarz była spocona, a usta miały delikatny niebieski odcień.

„Marcus.”

Jennifer stała przestraszona.

„Powinniśmy iść.”

„Nie idę do szpitala na Święto Dziękczynienia, bo Sarah chce bawić się w lekarza” – nalegał, ale jego głos był słaby.

„Tato” – powiedziałem – „weź kluczyki. Już”.

„Poczekaj chwilę” – zaczął tata.

“Teraz.”

Coś w moim głosie sprawiło, że się poruszył.

Marcus próbował wstać i się potknął. Złapałem go.

„Dobra” – wyszeptał. „Dobra, może nie czuję się najlepiej”.

Zaprowadziliśmy go do samochodu taty. Siedziałam z tyłu z Marcusem, mierząc mu puls i obserwując oddech. Mama zawołała Jennifer, żeby pojechała za nami.

„To żenujące” – mruknął Marcus. „Nic z tego nie będzie. Refluks żołądkowy czy coś.”

„Prawdopodobnie” – zgodziłam się, licząc uderzenia jego serca. Za szybkie. Zbyt nieregularne.

„Będziesz wyglądać śmiesznie, kiedy mnie wypuszczą do domu”.

„Mam taką nadzieję.”

Podjechaliśmy pod wejście na SOR w szpitalu St. Catherine. Pomogłem Marcusowi wysiąść z samochodu, a dwie pielęgniarki natychmiast podeszły z wózkiem inwalidzkim.

„Czy pan jest doktorem Williamsem?” – zapytał jeden z nich.

„Tak. Dzwoniliśmy. Było zamieszanie co do pacjenta. Mówi Marcus Williams. Odczuwa ból w klatce piersiowej, ból w lewym ramieniu, pocenie się i duszność. Wymaga natychmiastowej diagnostyki.”

 

Poruszali się szybko, wjeżdżając z nim na wózku przez drzwi.

Marcus spojrzał na mnie nagle przestraszony.

„Saro.”

„Jestem tutaj.”

Weszliśmy na oddział ratunkowy i zobaczyłem, że doktor Patel biegnie w naszym kierunku.

„Doktorze Williamsie, dzięki Bogu. Mamy salę operacyjną nr 2 gotową na…”

Zatrzymał się i spojrzał na Marcusa na wózku inwalidzkim.

„Czekaj, to twój brat? Myślałem, że mówiłeś…”

„Długa historia. Jaki jest jego status?”

„Jeszcze nie skończyliśmy oceny. Dopiero co przyjechał.”

„Nie” – powiedziałem. „Jaki jest status drugiego Marcusa Williamsa, w sprawie którego dzwoniłeś?”

Twarz doktora Patela wyrażała zdziwienie.

„Inne? Doktorze Williams, jest pan kontaktem alarmowym dla Marcusa Williamsa. Jest tylko jeden. Ten.”

Pielęgniarki już się ruszyły, podłączając monitory, zakładając kroplówki. Aparaty zaczęły piszczeć.

„Ostry zawał serca” – powiedziała pielęgniarka prowadząca, odczytując sygnał z monitora. „Uniesienie odcinka ST, przednio-boczne”.

Oczy Marcusa spotkały się z moimi. Wyglądał na przerażonego.

Doktor Patel wydawał rozkazy.

„Wezwijcie kardiologa. Wezwijcie dyżurny zespół chirurgów”.

„Już tu jestem” – powiedziałem cicho.

Spojrzał na mnie.

„Jesteś dziś na dyżurze?”

„Jestem na dyżurze każdej nocy. Jestem ordynatorem kardiochirurgii.”

Na oddziale ratunkowym zapadła cisza, słychać było jedynie monitory.

Marcus wydał z siebie odgłos dławienia, który nie był spowodowany zawałem serca.

„Doktorze Williams” – dr Patel szybko się otrząsnął. „Będzie potrzebował pilnej operacji pomostowania aortalno-wieńcowego. Wygląda na to, że to choroba wielonaczyniowa”.

Spojrzałem na monitory, odczyty potwierdziły to, co już wiedziałem. Rozległy zawał serca, krytyczne zatory. Bez natychmiastowej operacji Marcus umarłby w ciągu kilku godzin.

„Przygotowanie OR 2” – powiedziałem. „Zadzwoń do mojego zespołu. I niech ktoś wezwie dr. Morrisona z kardiologii, żeby pomógł”.

„Dr Morrison jest w Vermont z rodziną”.

„Wiem. Zadzwoń do niego i tak. Będzie chciał wiedzieć.”

Pielęgniarki już ruszyły, prowadząc Marcusa w stronę oddziału chirurgicznego.

„Saro”. Głos Marcusa był cichy. „Co się dzieje?”

Szedłem obok noszy i starałem się mówić spokojnym głosem.

„Masz poważny zawał serca, Marcus. Liczne zatory w tętnicach wieńcowych. Potrzebujesz operacji pomostowania aortalno-wieńcowego, i to natychmiast”.

„Ale ty nie jesteś… Ty tak naprawdę nie jesteś…”

Jestem ordynatorem kardiochirurgii w tym szpitalu. Jestem ordynatorem od sześciu miesięcy. Wcześniej przez dwa lata byłem tu chirurgiem dyżurnym. Wcześniej ukończyłem rezydenturę i specjalizację z kardiochirurgii.

Jego twarz była biała.

“Szef.”

“Tak.”

„Zamierzasz… Zamierzasz zrobić operację?”

„Uratuję ci życie”.